Zabawy w Indiańskiej Wiosce

25 kwietnia zebraliśmy się godzinę wcześniej niż zwykle w szkole, żeby wyruszyć na wycieczkę szkolną. Tym razem pojechaliśmy do Wioski Indiańskiej. Wycieczkę ufundowali  nam wszyscy ci rodzice, którzy wpłacają pieniądze na Radę Rodziców. Pogoda była jak na zamówienie. Pierwszy słoneczny dzień od dłuższego czasu, ciepło, ale nie gorąco i bez deszczu!

Lubimy jazdę autokarem.

Wszyscy radośni i uśmiechnięci!

Dojechaliśmy dość szybko na miejsce.

Zgromadziliśmy się przed pierwszym tipi, a Pani Indianka opowiedziała nam o życiu w indiańskiej wiosce.

Oglądaliśmy przedmioty, które były potrzebne Indianom do życia.

Po wizycie w pierwszym tipi poszliśmy na indiański szlak prób..

Próba równowagi i podciągania się na linie…

Dalej przechodziliśmy w niskich, wąskich tunelach, oraz pod rozpiętymi linami…

Kiedy wydostaliśmy sie z tych labiryntów linkowych trafiliśmy prosto do szałasu szamanki. szamanka kazała nam zrobić sobie indiańskie naszyjniki z czaszką bawoła.

Dzielnie nawlekaliśmy kolorowe koraliki na rzemyk.

Indiańskie naszyjniki sprawiły nam radość, że daliśmy radę uporać się z tymi małymi koralikami, a efekt w sumie przerósł nasze oczekiwania. w tych naszyjnikach, jak widzicie, jest nam bardzo do twarzy! Ale nawet gdyby one były  za mało  twarzowe, to indiańskie malowanie twarzy zmieniło nam rysy…

Jak już pomalowaliśmy twarze to zaczęliśmy indiańskie zmagania i okrzyki.

Doszliśmy do drugiego tipi i tam ćwiczyliśmy podskoki w górę z indiańskim okrzykiem.

Jak sobie poskakaliśmy rozpoczęliśmy strzelanie z łuku!

Po naszym strzelaniu z łuku, nasze Panie też się zachęciły i postrzelały sobie z łuku…

Mocno trzymaliśmy kciuki!

Po strzelaniu z łuku nastał czas na rzut oszczepem…

Rzucała Amelka oszczepem- całkiem celnie!

Podobnie Oliwia- brawo!

Nikt z nas nie przypuszczał, że tak dobrze rzuca oszczepem.

Indianie ponoć musieli umieć sobie radzić z jadowitymi wężami, dlatego i nam pokazano jak  postępować z wężami.

Prawdziwą zaklinaczką węży okazała się Amelka. Sprawnym ruchem ręki unieruchamiała groźne grzechotniki!

Wszyscy zaliczyliśmy sprawność wkładania groźnych węży do koszyka przy użyciu patyków!

Po wężach przyszła kolej na ryby. Prawdziwy Indianin musi umieć złowić sobie rybę na kolację!

 

Połów  ryb okazał się prostą sprawą. Wiadomo jednak, że dobrze mieć urozmaicone pożywienie, dlatego po rybach przyszedł czas na wzięcia byka za rogi, a właściwie złapanie go na lasso. Zamiast lassa ćwiczyliśmy rzuty obręczami…

Olek znalazł bardzo dobrą i skuteczną metodę na stuprocentowy sukces.

Wszyscy rzucaliśmy strzałami ,  Pani Agnieszka też.

Mieliśmy tak dużo atrakcyjnych zadań do wykonania, że na prawdę zgłodnieliśmy.

Dobrze, że były kiełbaski, bo rybami, które złowiliśmy to byśmy się nie najedli!

Po posiłku nadal zdobywaliśmy nowe indiańskie sprawności.

Kto szybciej zwinie sznurek na którego końcu wije się wąż?

To była super zabawa w indiańskiej wiosce. Na koniec każdy z nas miał okazję zostać wodzem i założyć indiański pióropusz do pamiątkowego zdjęcia!

Nasz Olek i Amelka w nowej roli.

Rola wodza plemienia bardzo spodobała się Kamilowi i Oliwii.

Zabawy w Forcie Hantajo ( Han -to po hiszpańsku-mają-3osoba liczby mnogiej czasownika Haber- mieć, a tajo -to ostrze, blizna, pieniek do rąbania, a także zadanie do wykonania w określonym czasie) udowodniły, że rzeczywiście mają robotę do zrobienia i  wykonują ją bardzo dobrze.

 

 

 

 

 

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.